Czy jest lekarstwo na stres w pracy?

Wraz ze wzrostem tempa pracy i jej intensywności, jak również rozwojem wszelkiego rodzaju systemów i urządzeń teleinformatycznych trzymających nas niejako „na smyczy” i w ciągłym napięciu, powracają trendy mające na celu przywrócenie równowagi pomiędzy pracą a życiem prywatnym. Jak grzyby po deszczu pojawiają się konferencje o wypaleniu zawodowym i stresie w pracy, metody i narzędzia work-life balance, treningi uważności, medytacji, a nawet rozmaite terapie. Niektóre firmy wprowadzają nawet programy drużynowej lub indywidualnej rywalizacji sportowej, poranne zajęcia jogi lub wspólne bieganie, pływanie czy jazdę na rowerach. Najistotniejsze jednak wydaje się być to, dlaczego pracownicy są zestresowani w pracy, co wpływa na poziom ich stresu i czy rzeczywiście musi tak być? Znane hasło: zapobiegać, a nie leczyć, znajduje tu świetne zastosowanie.

Gdy myślimy o stresie w pracy zazwyczaj rysuje nam się obraz przepracowanego menedżera wysokiego szczebla (na przykład z zarządu firmy), który pod wpływem silnej i długotrwałej presji pewnego dnia w biurze po odebraniu telefonu dostaje ataku serca. Wyobrażamy sobie, że życie takiego człowieka aż kipi od kortyzolu (hormonu stresu). Jednak badania naukowe przytoczone w najnowszej publikacji Simona Sinka „Leaders eat last" wykazują kompletnie coś innego! Otóż wyniki badań prowadzonych przez grupę naukowców z University College London, a także –w późniejszych latach – przez zespoły uniwersyteckie z Harvardu i Stanforda świadczą o tym, że im niżej człowiek znajduje się w hierarchii organizacji, tym większe istnieje ryzyko chorób ciała i duszy podyktowanych stresem. Dla wielu z nas to spora niespodzianka. Gdzie zatem ów stres ma swoje źródło? Czyż nie w presji czasu i nawale trudnych obowiązków? Odpowiedź zaskakuje: największe źródło stresu to brak kontroli nad swoim życiem. Osoby, które mają możliwość decydowania o własnych działaniach zamiast konieczności oczekiwania na zgodę przełożonego, mniej się stresują w pracy. Można by pomyśleć, że przecież gdy bierzemy odpowiedzialność za działania, to ciąży na nas presja, że ich wynik będzie daleki od oczekiwanego. Jednak to przypuszczenie jest niesłuszne. Osoby, którym mówi się, co mają robić, i skłania do postępowania według ścisłych reguł dzień po dniu, cierpią chroniczny (choć nie tak widoczny z zewnątrz) stres. Sztywne procedury, tak zwane mikrozarządzanie, czyli patrzenie pracownikom na ręce, godziny lub dni oczekiwania na aprobatę swojej pracy przez przełożonego – to jest to, co mówiąc wprost, wpędza nas do grobu. Oczywiście każdy z nas jest inny. Niektóre osoby, bardziej kreatywne i przedsiębiorcze, z założenia nie poddają się kontroli i nie znoszą rutyny, inne wolą w pracy stabilizację i działanie w pewnych ustalonych ramach. Jednak wygląda na to, że każdy z nas tak naprawdę chce przyjmować odpowiedzialność za zadania i wykonywać je po swojemu, a także decydować samodzielnie tam, gdzie jest to możliwe. Nie lubimy natomiast być kierowani, jak również ignorowani przez naszych szefów. Na jednej z konferencji dotyczącej obszaru coachingu życiowego (tak zwanego life-coachingu), w której miałam przyjemność uczestniczyć, jeden z prelegentów zaznaczył, że gdy ludzie w związku przestają ze sobą rozmawiać, to oznaka, że koniec jest bliski. Podobnie jest w środowisku pracy, gdy szef nas ignoruje i nie docenia mamy tendencję do wyłączania swojej aktywności w pracy i do jej zaniedbywania. Paradoksalnie – lepiej reagujemy nawet wówczas, gdy szef na nas krzyczy, bo przynajmniej zauważa, że istniejemy, choć wiemy, że nie jest to dobry kierunek działania menedżerów. Mimo tych niedogodności wiele osób pozostaje w pracy, której nie lubi albo wręcz nie znosi, tłumacząc swoje zachowanie koniecznością płacenia rachunków lub też dbaniem o dobro dzieci, ich utrzymanie. Tak, to oczywiście istotny argument, ale jednocześnie wspomniane wcześniej badania naukowe wskazują również na to, że stres wygenerowany w pracy w dużym stopniu wpływa na nasze samopoczucie i zachowanie w domu. Wnioski z badań prowadzonych wśród młodzieży szkolnej wskazują jasno, że dzieci odczuwają zły nastrój rodziców i cierpią bardziej, niż na przykład wówczas, gdy tata czy mama pracują dłużej, ale wracają do domu w dobrym nastroju. Podobnie jak w przypadku toksycznych związków: toksyczna praca wpływa na atmosferę w domu i samopoczucie rodzica oraz dzieci.

Na szczęście niekoniecznie musimy zaraz rzucać nielubianą pracę, ale sama świadomość źródeł stresu daje możliwość zastanowienia się nad pewnymi alternatywami – na ile możemy zmienić sytuację w pracy, jak możemy doprowadzić do tego, by przyjmować odpowiedzialność za zadania i rozwijać się zawodowo. Wiele też zależy od menedżerów, którzy – świadomi skutków nadmiernej kontroli i centralizacji decydowania – postanowią wdrażać kulturę zarządzania opartą na zaufaniu i uprawomocnianiu pracowników. Wyniki tych ciekawych badań dają zatem mocną podstawę do rozwoju coachingowego stylu zarządzania w firmach, jak również do proaktywnego działania ludzi w środowisku pracy i prywatnie.

 

Marta Czerwiec
Główny Analityk
Dział Organizacji i Rozwoju Zawodowego
Biuro Zarządzania Kapitałem Ludzkim ARR